czytelnicy

Właściwie nie powinienem się już dziwić. Bo przecież już od kilkunastu lat pytam. I inni pytali. A odpowiedź powtarzaną jak mantrę znamy na pamięć. Ilu by osób nie pytał. I w urzędzie miasta, i w starostwie. Odpowiedź, której zawsze można bezpiecznie udzielić, nie można jej bowiem zarzucić fałszu, bo wszak nie ma takiej sytuacji, żeby w budżecie na coś nie brakowało.

Nie można wprawdzie powiedzieć, żebyśmy się nie spotykali ze zrozumieniem. Tak, tak, oczywiście ma pan rację…, to być powinno…, ale widzi pan, jest pewien problem…, no nie ma pieniędzy. I te bezradnie rozłożone ręce samorządowca. Oczywiście, że to nie żadne inne względy, gdzieżby tam znowu. Zresztą, pytający przecież spotyka się nie tylko ze zrozumieniem, ale nieraz też z troską i współczuciem, a nawet szczerym pochyleniem się nad swą sytuacją. Ten czy ów wszak zagadnie, skąd takie zainteresowania, albo lekko się krygując: może jakieś korzenie? I odpowiedź właściwie nie ma znaczenia. Może być tylko potwierdzeniem błyskotliwej przenikliwości i znajomości życia przez samorządowca albo świadectwem, że jednak odpowiadający coś ukrywa. Bo on i tak wie. Nie musiałby nawet pytać. Wystarczyłoby, żeby porozumiewawczo mrugnął, kiwnął głową ze zrozumieniem. Ale pyta, bo chce pokazać, że rozumie, przecież też jest człowiekiem. Chociaż akurat z tym ostatnim pytaniem, to od pewnego czasu gorzej. Bo co zrobić, jakby się trafiło na takiego nadwrażliwca, jak ten księżulo z jakiejś pipidówy gdzieś pod Warszawą czy na Podlasiu?

 

Latało to jak z piórem od kamery do kamery, dobrze, że mu w końcu dziób zamknęli. A co? Zapytać nie można? Pytanie, jak pytanie. Człowiek chce okazać uczucie, troskliwość, a ten się zawziął, żeby go przepraszać. I staraj się tu człowieku, to ci tak odpłacą! A ten tu nie mógłby się postarać, żeby człowieka zrozumieć? Przyłazi i przyłazi, marudzi i marudzi. No i co się powtarza, że to jedna trzecia miasta, trzy i pół tysiąca w parę dni, że nigdy w historii miasta tylu naraz nie zginęło? Chyba wiem. A że 70 lat nie ma tablicy ani pomnika? To jak jeszcze rok czy pięć nie będzie, to przecież też nic się nie stanie. Że tyle milionów rok w rok w budżecie i nie ma na to pieniędzy? No nie ma. On ma? On to nie ma nawet za grosz wyrozumiałości dla naszego położenia. Przecież wybory w tym roku. To aż tak trudno zrozumieć, że trzeba przesunąć te skromne środki na coś, co może posłużyć jako kiełbasa wyborcza? I czemu toto nie rozumie, jak mimo pustej kasy nie ma problemu z wypłacaniem pensji dla ludzi troskliwych i odpowiedzialnych w takiej kwocie, że z każdej z tych pensji starczyłoby spokojnie na ufundowanie trzech takich tablic miesiąc w miesiąc. Jednak coś musi być na rzeczy z tymi korzeniami. No bo skąd w nim taka przewrotność?

Ireneusz Cieślik

Dołącz do dyskusji

Zaloguj się się aby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o